Am: Głupia jesteś czy co?! Jestem cała mokra. - krzyknęła
Le: Przepraszam to był przypadek.
Am: Ja ci dam przypadek, jeszcze tego pożałujesz.
Le: Ciekawe co mi zrobi taka plastikowa lala.
W tym momencie wsiadłam do autobusu, dałam kierowcy pieniądzę i usiadłam przy oknie. W trakcie drogi słyszłam popłakiwanie Amber i słowa: "Jak ja się pokaże Kastusiowi".
* * *
Kiedy dotarłam na miejsce była 11:50, długo się jechało. Autobus o tej godzinie jeździ okrężnymi drogami aby zachaczyć każdy przystanek. Weszłam na dziedziniec i oparłam się o drzewo z daleka słyszłam kogoś.
...: Won ! To moje miejsce.
Le: Okej już idę. Nie wiedziałam ,że drzewo jest zarezerwowane. -syknęłam
...: Albo pozwalam Ci tutaj zostać.
Le: Co? -uniosłam jedną brew
...: Kastiel.
Le: Lee. -podaliśmy sobie ręcę.
Kastiel miał czerwonę włosy co zgadzało się z chłopakiem o którym mówiła Amber. Z daleka ją zobaczyłam więc odeszłam i szybko ucięłam:
Le: Cześć ja idę .
Kas: Hmm... dlaczego?
Z tego co zauważyłam sam sobie odpowiedział na te pytanie, Amber nie miała już poplamionej bluzki za to jej koleżanka -zamieniły się. Zobaczyłam jak Amber całuję Kasa w usta potem po szyi. Szczerze... miałam to gdzieś on nie był w moim typie. Po oczach Kasa było widać błagalne spojrzenie żebym go z tam tąd wzięła. Zaraz miał być dzwonek, zbliżała się 12. Weszłam do szkoły i od razu usłyszałam Kena. To był mój "kolega" z dawnej klasy, nie lubiłam go. Był strasznie nachalny. Nie był ładny, nosił okulary i miał przetłuszczone włosy.
Ken: O jesteś !.
Le: Co ty tu robisz?! -krzyknęłam aż ludzię się odwrócili
Ken: Przyjechałem tutaj specjalnie dla ciebie. -zbliżyl się aby dać mi buzi.
Uciekłam.
Uciekłam.
Nie wiem czemu on tu był, nie rozumiem go!. Grr.. ! Na schodach zobaczyłam Rozę która krzyczała moję imię. Kiedy była blisko przytuliła się do mnie.
Roz: Heej! Myślałam ,że nie trafisz.
Le: Cześć. A co miałam nie trafić? -znów uniosłam brew.
Roz: Nie no co ty, taki żart wiem nieśmieszny. Idziemy do kawiarni, jest tam cudownie a ty idziesz z nami.
Le: Nie... idź sama ze swoją grupą. Ja muszę zanieść papiery.
Roz: Idziesz i nie masz nic do gadania. Ja będę czekać przy wyjściu ze szkoły a ty idź do pokoju gospodarzy.- pokazując palcem na drzwi
Odeszłam od niej i szłam tam gdzie wskazała mi palcem. Zapukałam ale nie słyszałam nikogo więc weszłam. Drzwi otworzyłam delikatnie, że mało było je słychać. Pokój był dość duży, obok szafki były drzwi z napisem: "Dyrektor Linda Miller". Były lekko uchylone, chciałam zobaczyć co tam jest. Zakradłam się z tam tą były słychać cichę pojękiwania. Moja ciekawość była tam duża ,że zajrzałam tam. Zobaczyłam.. bodajże dyrektorkę na biurku a za nią blondyna wyższego ode mnie ale w moim wieku. Przeraziłam się i szybko ale dyskretnie z tam tąd wyszłam. Czułam strach ale i obrzydzenie. Kiedy stałam przed drzwiami zapukałam mocniej i wtedy ktoś usłyszał. Otworzył mi drzwi ten sam blondyn co robił to... Miał roztrzepane włosy i nie do końca zaciśnięty krawat. Powiedział z roztrżęsieniem w głosie:
...: Tak słucham?
Le: Ja chciałam dać dokumenty. -ucięłam krótko
...: Ty jesteś Lea Smitch?
Le: Tak, a co ?
...: Ja Nataniel, główny gospodarz. Zostałaś przyjęta.
Le: To dobrze. Cześć. -uciekla
On nic nie odpowiedział, powiem o tym zajściu Rozię ciekawe co ona na to.
* * *
Kiedy wyszłam ze szkoły zobaczyłam grupę osób a pośród nich Rozę. Łatwo było ją rozpoznać ,bo miała białe włosy. W tej szkole każdy miał inny kolor włosów, w mojej poprzedniej tylko te "klasyczne" i tylko ja jako dziwoląg miałam kolorowe końcówki. W grupce była też Amber, Kastiel, jakiś chłopak z białymi włosami i pociągającymi dwukolorowymi oczami. Kiedy podeszłam od razu się ze mną przywitali.
Roz: O jesteś, znalazłaś pokój gospodarzy?
Le: Tak, zaniosłam papiery.
Roz: Zuh dziewczyna.-pocałowała mnie w policzek ale tak po przyjacielsku- to jest Le.
...: Hej Lysander ale mów na mnie Lys.-uśmiechnął się
Le: Cześć, miło poznać.
Le: Cześć, miło poznać.
Kas: My się znamy. -posłał mi czarujące spojrzenie.
Am: Cześć, ładnie wyglądasz.
Le: Dziękuje.
Byłam w szoku czy to ta sama dziewczyna, a może mi się to śniło. Była taka miła ,lecz w jej oczach widziałam zemstę. Muszę się od niej trzymać daleko jeszcze będę mieć kłopoty.
W trakcie drogi mówiła do mnie Amber ,że jak to ona nie kocha swojego Kastielka i jak się poznali.
Le: Zołza. -szepnęłam cicho ale tak ,że usłyszał Lys
Cofnął się do mnie, szarpnął mnie za ramię. Wtedy szłam obok niego.
Lys: Amber..?
Le: No a jak, teraz jest taka miła a przed tem... - powiedziałam z oburzeniem
Lys: Ona już taka jest -w tym momenci zbliżył się do mojego ucha- ale ty chyba nie?
Przeleciały po mnie drzeszcze on był tak blisko te uczucie ah.. prosze całuj !
Odsunął sie ode mnie puścił tylko oczko i podszedł do Kasa, ale ze mnie debilka czemu chcę żeby mnie całował ? Nie rozumiem samej siebie.
W trakcie drogi mówiła do mnie Amber ,że jak to ona nie kocha swojego Kastielka i jak się poznali.
Le: Zołza. -szepnęłam cicho ale tak ,że usłyszał Lys
Cofnął się do mnie, szarpnął mnie za ramię. Wtedy szłam obok niego.
Lys: Amber..?
Le: No a jak, teraz jest taka miła a przed tem... - powiedziałam z oburzeniem
Lys: Ona już taka jest -w tym momenci zbliżył się do mojego ucha- ale ty chyba nie?
Przeleciały po mnie drzeszcze on był tak blisko te uczucie ah.. prosze całuj !
Odsunął sie ode mnie puścił tylko oczko i podszedł do Kasa, ale ze mnie debilka czemu chcę żeby mnie całował ? Nie rozumiem samej siebie.
* * *
Kiedy byliśmy w kawiarni całą grupą usiadliśmy w środku przy szybie. Za oknem widziałam całującą się parę i westchnęłam tak ,że każdy usłyszłam. Zamówiłam gorącą czekolade z ciastkiem francuskim i nagle zadzwoniła do mnie Titi.
Le: Przepraszam, zaraz wrócę. -odeszłam od stolika
Z Titi rozmawiałam z 5 minut aż zobaczyłam Lysa. Rozłączyłam wtedy on podszedł do mnie szybko i... w tym momencie nie mogłam nic powiedzieć. Całował mnie tak namiętnie, niech to trwa cały czas. Całe życię , ahhh... umiał to bardzo dobrze. Przestał i odszedł bez niczego. Wydawało się to bardzo dziwnę. Siedziałam jeszcze 5 minut aż dostałam sms-a od Rozy :"Wszystko Ok " odpisałam ,że ok tylko ciotka mnie zagadała.
Kiedy podeszłam do stolika Lys rozmawiał z Rozą, wtedy przyszła moja czekolada. Piłam ją spokojnie, delektowałam się nią. Usłyszałam dźwięk dzwonku od sms-a to była Titi. Wyjęłam telefon, przygryzłam wargę i z słodkim uśmiechem odpisałam. Zrobiłam to po to aby zdenerować Lysa, i tak też było. Miał taką minę ,że hoho !
* * *
Kiedy wracaliśmy każdy rozszedł się w swoją stronę stronę, ale na tej samej ulicy mieszkał Lys. Odprowadził mnie do domu, poczym zadzwonił mu telefon. Odszedł pomachał mi na pożegnanie z tej rozmowy słyszałam tylko: "Hej koteczku ! Czekasz na mnie.. mhm.. nie mogę się doczekać."
Le: Co?! -szepnęłam
Le: Co?! -szepnęłam
On ma dziewczyne jak to, świnia. Ja wiedziałam. Nie mogłam zebrać myśli, umyłam się. Zawinęłam w kocu i zasnęłam na kanapie w saloni. W nocy obudziły mnie dźwięki...
KOMENTUJCIE , PLOSĘ !


