czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 3

Kiedy wyszłam z domu stwierdziłam ,że nie chcę mi się iść pieszo do liceum i wybiorę się autobusem. Miał być o 11:05. Przeszłam przez drogę i usiadłam na ławcę, na przystanku było 6 osób. Dwie panie rozmawiały o jakimś chłopaku co tak broi, jeden starszy pan siedział na końcu ławki i przysłuchiwał się. Trzy dziewczyny, jakoś w moim wieku plotkowały na temat czerwonowłosego chłopaka, jedna mówiła ,że jak to ona nie kocha jakiegoś Lysa czy coś. Blondynka z tego co usłyszłam to Amber, mówiła ,że nikt nie ma prawa tknąć jej Kastielka. Wiem ,że nie powinnam ale słuchałam ich. Zobaczyłam autobus więc wstałam potrącając przy tym torebką kubek tej blondyny.
Am: Głupia jesteś czy co?! Jestem cała mokra. - krzyknęła
Le: Przepraszam to był przypadek.
Am: Ja ci dam przypadek, jeszcze tego pożałujesz.
Le: Ciekawe co mi zrobi taka plastikowa lala.
W tym momencie wsiadłam do autobusu, dałam kierowcy pieniądzę i usiadłam przy oknie. W trakcie drogi słyszłam popłakiwanie Amber i słowa: "Jak ja się pokaże Kastusiowi".

* * *
Kiedy dotarłam na miejsce była 11:50, długo się jechało. Autobus o tej godzinie jeździ okrężnymi drogami aby zachaczyć każdy przystanek. Weszłam na dziedziniec i oparłam się o drzewo z daleka słyszłam kogoś.
...: Won ! To moje miejsce.
Le: Okej już idę. Nie wiedziałam ,że drzewo jest zarezerwowane. -syknęłam
...: Albo pozwalam Ci tutaj zostać.
Le: Co? -uniosłam jedną brew
...: Kastiel.
Le: Lee. -podaliśmy sobie ręcę.
Kastiel miał czerwonę włosy co zgadzało się z chłopakiem o którym mówiła Amber. Z daleka ją zobaczyłam więc odeszłam i szybko ucięłam:
Le: Cześć ja idę .
Kas: Hmm... dlaczego? 
Z tego co zauważyłam sam sobie odpowiedział na te pytanie, Amber nie miała już poplamionej bluzki za to jej koleżanka -zamieniły się. Zobaczyłam jak Amber całuję Kasa w usta potem po szyi. Szczerze... miałam to gdzieś on nie był w moim typie. Po oczach Kasa było widać błagalne spojrzenie żebym go z tam tąd wzięła. Zaraz miał być dzwonek, zbliżała się 12. Weszłam do szkoły i od razu usłyszałam Kena. To był mój "kolega" z dawnej klasy, nie lubiłam go. Był strasznie nachalny. Nie był ładny, nosił okulary i miał przetłuszczone włosy.
Ken: O jesteś !.
Le: Co ty tu robisz?! -krzyknęłam aż ludzię się odwrócili
Ken: Przyjechałem tutaj specjalnie dla ciebie. -zbliżyl się aby dać mi buzi.
Uciekłam.
Nie wiem czemu on tu był, nie rozumiem go!. Grr.. ! Na schodach zobaczyłam Rozę która krzyczała moję imię. Kiedy była blisko przytuliła się do mnie.
Roz: Heej! Myślałam ,że nie trafisz.
Le: Cześć. A co miałam nie trafić? -znów uniosłam brew.
Roz: Nie no co ty, taki żart wiem nieśmieszny. Idziemy do kawiarni, jest tam cudownie a ty idziesz z nami.
Le: Nie... idź sama ze swoją grupą. Ja muszę zanieść papiery.
Roz: Idziesz i nie masz nic do gadania. Ja będę czekać przy wyjściu ze szkoły a ty idź do pokoju gospodarzy.- pokazując palcem na drzwi
Odeszłam od niej i szłam tam gdzie wskazała mi palcem. Zapukałam ale nie słyszałam nikogo więc weszłam. Drzwi otworzyłam delikatnie, że mało było je słychać. Pokój był dość duży, obok szafki były drzwi z napisem: "Dyrektor Linda Miller". Były lekko uchylone, chciałam zobaczyć co tam jest. Zakradłam się z tam tą były słychać cichę pojękiwania. Moja ciekawość była tam duża ,że zajrzałam tam. Zobaczyłam..  bodajże dyrektorkę na biurku a za nią blondyna wyższego ode mnie ale w moim wieku. Przeraziłam się i szybko ale dyskretnie z tam tąd wyszłam. Czułam strach ale i obrzydzenie. Kiedy stałam przed drzwiami zapukałam mocniej i wtedy ktoś usłyszał. Otworzył mi drzwi ten sam blondyn co robił to... Miał roztrzepane włosy i nie do końca zaciśnięty krawat. Powiedział z roztrżęsieniem w głosie:
...: Tak słucham?
Le: Ja chciałam dać dokumenty. -ucięłam krótko
...: Ty jesteś Lea Smitch?
Le: Tak, a co ?
...: Ja Nataniel, główny gospodarz. Zostałaś przyjęta.
Le: To dobrze. Cześć. -uciekla
On nic nie odpowiedział, powiem o tym zajściu Rozię ciekawe co ona na to.

* * *
Kiedy wyszłam ze szkoły zobaczyłam grupę osób a pośród nich Rozę. Łatwo było ją rozpoznać ,bo miała białe włosy. W tej szkole każdy miał inny kolor włosów, w mojej poprzedniej tylko te "klasyczne" i tylko ja jako dziwoląg miałam kolorowe końcówki. W grupce była też Amber, Kastiel, jakiś chłopak z białymi włosami i pociągającymi dwukolorowymi oczami. Kiedy podeszłam od razu się ze mną przywitali.
Roz: O jesteś, znalazłaś pokój gospodarzy?
Le: Tak, zaniosłam papiery.
Roz: Zuh dziewczyna.-pocałowała mnie w policzek ale tak po przyjacielsku- to jest Le.
...: Hej Lysander ale mów na mnie Lys.-uśmiechnął się
Le: Cześć, miło poznać.
Kas: My się znamy. -posłał mi czarujące spojrzenie.
Am: Cześć, ładnie wyglądasz. 
Le: Dziękuje.
Byłam w szoku czy to ta sama dziewczyna, a może mi się to śniło. Była taka miła ,lecz w jej oczach widziałam zemstę. Muszę się od niej trzymać daleko jeszcze będę mieć kłopoty.
W trakcie drogi mówiła do mnie Amber ,że jak to ona nie kocha swojego Kastielka i jak się poznali.
Le: Zołza. -szepnęłam cicho ale tak ,że usłyszał Lys
Cofnął się do mnie, szarpnął mnie za ramię. Wtedy szłam obok niego.
Lys: Amber..?
Le: No a jak, teraz jest taka miła a przed tem... - powiedziałam z oburzeniem
Lys: Ona już taka jest -w tym momenci zbliżył się do mojego ucha- ale ty chyba nie?
Przeleciały po mnie drzeszcze on był tak blisko te uczucie ah.. prosze całuj !
Odsunął sie ode mnie puścił tylko oczko i podszedł do Kasa, ale ze mnie debilka czemu chcę żeby mnie całował ? Nie rozumiem samej siebie.

* * *
Kiedy byliśmy w kawiarni całą grupą usiadliśmy w środku przy szybie. Za oknem widziałam całującą się parę i westchnęłam tak ,że każdy usłyszłam. Zamówiłam gorącą czekolade z ciastkiem francuskim i nagle zadzwoniła do mnie Titi.
Le: Przepraszam, zaraz wrócę. -odeszłam od stolika
Z Titi rozmawiałam z 5 minut aż zobaczyłam Lysa. Rozłączyłam wtedy on podszedł do mnie szybko i... w tym momencie nie mogłam nic powiedzieć. Całował mnie tak namiętnie, niech to trwa cały czas. Całe życię , ahhh... umiał to bardzo dobrze. Przestał i odszedł bez niczego. Wydawało się to bardzo dziwnę. Siedziałam jeszcze 5 minut aż dostałam sms-a od Rozy :"Wszystko Ok " odpisałam ,że ok tylko ciotka mnie zagadała.
Kiedy podeszłam do stolika Lys rozmawiał z Rozą, wtedy przyszła moja czekolada. Piłam ją spokojnie, delektowałam się nią. Usłyszałam dźwięk dzwonku od sms-a to była Titi. Wyjęłam telefon, przygryzłam wargę i z słodkim uśmiechem odpisałam. Zrobiłam to po to aby zdenerować Lysa, i tak też było. Miał taką minę ,że hoho ! 

* * *
Kiedy wracaliśmy każdy rozszedł się w swoją stronę stronę, ale na tej samej ulicy mieszkał Lys. Odprowadził mnie do domu, poczym zadzwonił mu telefon. Odszedł pomachał mi na pożegnanie z tej rozmowy słyszałam tylko: "Hej koteczku ! Czekasz na mnie.. mhm.. nie mogę się doczekać."
Le: Co?! -szepnęłam 
On ma dziewczyne jak to, świnia. Ja wiedziałam. Nie mogłam zebrać myśli, umyłam się. Zawinęłam w kocu i zasnęłam na kanapie w saloni. W nocy obudziły mnie dźwięki...
KOMENTUJCIE , PLOSĘ !

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 2

Ach... ale mi się dobrze spało. Obudziła mnie Titi wołająca na śniadanie, ale pięknie pachniało. Dobrze się czułam w tym domu, było cudownie. Muszę iść umyć twarz, żeby się wybudzić. Na dół zeszłam w piżamach, nie chciało mi się przebierać. Za oknem było szarawo ale chyba nie zapowiadało się na deszcz.
Kiedy zeszłam od razu usłyszałam głos Titi:
Titi: O już wstałaś ! Z ciebie to śpioch ale Ci się nie dziwie podróż w samolocie wymęcza.
Le: Nie jest ze mnie aż taki śpioch.. -droczyłam się.
Titi: Wiesz która godzina?
Le: Jakoś po 7.
Titi: No właśnie ,że nie. Jest po 12.
Kiedy siadłyśmy do stołu od razu zaczęłam jeść. Mhm.. było przepyszne. Titi potrafi gotować a do jedzenia była jajecznica z pomidorem i boczusiem.
Titi: O 13:30 masz autobus do galerii, pieniądze na niego zostawię Ci na stole.
Le: Okej, dziękuje śniadanie było przepyszne. -odeszłam od stołu.
Nie chciało mi się jechać na zakupy, jak mieszkałam z rodzicami to ubierałam się w lumpeksie. Ubrań nie miałam dużo. Założyłam biało bluzkę z rozkloszowaną spódniczką, to był mój jedyny strój do chodzenia. Był on jedyny schludny. Od Titi pożyczyłam przepiękny płaszczyk, zegarek i torebkę. Do tego jeszcze czarne baletki i byłam gotowa. Jeszcze tylko tusz do rzęs i błyszczyk -również od Titi. Na stole znalazłam mały pakunek na którym było napisane : "Dla Lea :)". Jak go otworzyłam ukazały mi się 5 par kolczyków, do mojego stroju założyłam kolczyki krzyże.

Strój Lee :)

Chyba dobrze się prezentowałam. Zamknęłam drzwi na klucz, zapasowy dała mi Titi. I wyszłam na moim telefonie widniała godzina 13: 31. Próbowałam dogonić autobus, jak nigdy był punktualnie a może w tym mieście tak jest. Dobra muszę dać sobie radę sama. Punkt docelowy -galeria. Przeszłam obok jakiegoś liceum, było tam dużo osób. Zapytałam pierwszą lepszą. Była to serdeczna białowłosa dziewczyna.
Le: Hej, nie wiesz przypadkiem gdzie w tym mieście jest galeria? -uśmiechnęłam się.
...: Wiesz ja właśnie tam idę na shopping, idziemy razem ? 
Le: Jasne. Jestem Lea. -podałam jej rękę.
Roz: Ja jestem Rozalia. -oddała mi uścisk.
Roz: Wprowadziłaś się tutaj ? 
Le: Tak do cioci. A co?
Roz: Aaa bo ma do naszego liceum chodzić dwie nowe osoby i się zastanawiam.
Le: Mi nic nie wiadomo. -w tym momencie dostałam wiadomość od cioci
"Zapomniałam Ci powiedzieć masz zrobić sobie zdjęcie potrzebne do legitymacji. Najlepiej zrób ich parę :) Całuję, Titi <3"
Le: Dobra już wiem, to jedyne liceum w obrębie ? 
Roz: Tak, Słodki Amoris.
Le: No to będę chodzić do tego liceum co ty. -na mojej twarzy był bardzo radosny uśmiech
Roz: Jak się ciesze. -przytuliła mnie.
Szłyśmy powoli, nigdzie nam się nie śpieszyło. Rozmawiałyśmy, dowiedziałam się ,że Rozalia jest w moim wieku ma chłopaka który sprzedaję ubrania ale nie w galerii. Roza była spoko, można było z nią porozmawiać na różny temat. 

* * *
Kiedy doszłyśmy do galerii poprosiłam Rozę o to aby mi pomogła w zakupach. Ta się zgodziła, widać było ,że lubi robić zakupy. Wybrałyśmy mnóstwo rzeczy, Rozię spodobała się bransoletka i kupiłam jej ją w tajemnicy. Poszłyśmy potem na kawę i ciastko. Jak starę, dobrę przyjaciółki.
Le: Mam coś dla Ciebie. -uśmiechnęłam się i dałam jej pakunek.
Roz: Co to? Po co mi dajesz prezenty? NIE CHCĘ.
Le: Musisz, dziękuję Ci za to ,że poświęciłaś mi połowę dnia. 
Roza otworzyła i na jej twarzy pokazał się wieeelki banan. 
Roz: Nie trzeba było, dziękuję. -mocno mnie uścisnęła.
Rozalia była bardzo bezpośrednia i szczera. Potem poszłyśmy zrobić mi zdjęcia i została mi tylko drogeria. Tam kupiłam tusz, krem BB (Roza mi go poleciła), krem na noc i na dzień, masło do ciała, peeling, pomadkę i wiele więcej. Poprosiłam Rozalie aby zaprowadziła mnie tam gdzie sprzedaje jej chłopak. Kupiłam tam sobie nową torebkę, plecak do szkoły i portfel. 
Roz: Hej Leo.-ucałowała go w policzek
Leo: Hej kochanie.
Roz: To jest moja nowa koleżanka, Le. Będzie chodzić ze mną do szkoły
Leo: Miło mi. -podał mi rękę.
Le: Mi również.-uścisnęłam ją
Roz: My musimy już iść. Pa.
Leo pomachał ręką na pożegnanie, potem przyszli do niego klienci.
Roza odprowadziła mnie do domu, zaprosiłam ją. Umówiłyśmy się na jutro, ja miałam po nią przyjść do liceum. Wtedy też miałam dać moje zdjęcie do legitki i papierów. Roza jeszcze chwilę mi poopowiadała o szkolę i o ludziach a potem wyszła. Dzisiejszy dzień należał do udanych, chodź nie czuję rąk. Zbilżała się 20, Titi napisała ,że się spóźni i mam zrobić sobie sama coś na kolację. Nie była aż tak głodna więc zjadłam płatki, umyłam po sobie naczynia i poszłam się wykąpać użyłam wszystkich produktów które kupiłam parę godzin wcześniej. Potem poukładałam wszystkie ubrania, zapełniły mi całą szafę. Wbiłam na fejsa i zauważyłam nowe zaproszenie od Rozy i Leo. Polajkowałam im zdjęcia, włączyłam sobie dramat na laptopie i poszłam spać. Film wyłączyła mi Titi, było już dobrze po północy. Ucałowała mnie w policzek, zerknęła do szafy i usłyszałam tylko :"WOW." Dalej poszłam spać i nic nie słyszałam.

* * *
Obudził mnie śpiew ptaków, dziwiło mnie to. Musiało być bardzo wcześnie, zerknęłam na telefon była 5:00. Wszedłam na fb i napisałam do Rozy: "Hej ! :) O której mam dzisiaj być po Ciebie?". Potem poszłam wybrać ubrania, dzisiaj postawiłam na spodnie z bluzką. Poszłam ogarnąć siebie. Włosy pokręciłam, luźno. Zeszłam na dół. Stwierdziłam ,że czas żeby ja zrobiła Titi śniadanie. Postawiłam na omlety do tego sok z pomarańczy. Świeżo wyciskany, wszystko ładnie poukładałam na stole i wtedy przyszła Titi. Pocałowała mnie w policzek i zaczęliśmy rozmowę:
Titi: I jak po wczorajszych zakupach ?
Le: Dobrze. Spotkałam dziewczynę która będzie chodzić.
Titi: To bardzo dobrze. -uśmiechnęła się radośnie
Le: Dzisiaj po nią idę o.. -naglę usłyszałam dźwięk z fb- 12 do szkoły i wtedy od razu dam zdjęcia.
Titi: OK . Ja się będę zbierać muszę kupić Ci książki tylko jeszcze zmyję naczynia.
Le: Ja mam dużo czasu i się tym zajmę. -zaczęłam zbierać naczynia
Titi: Dobrze, tylko nic nie potłucz -zaśmiała się- papa.
Kiedy wszystko pozmywała, dobrałam buty, biżuterię i torebkę do mojej stroju. 
Szybko się zebrałam bo była 11 założyłam buty, zamknęłam dom i szłam po Roze.

Strój Lea jak szła po Rozalie :)

KOMENTUJCIE, PLOSĘ xD


sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 1

Ale mnie łeb nawala a karku nie czuję. Tyle się naryczałam składając te zeznania na policji ale oni musieli w końcu za to oberwać za te wszystkie dni które mnie gnębili. Dobrze ,że chociaż mojej kochanej cioci Titi na mnie zależy. Byłyśmy ze sobą tak bardzo zrzytę ale kiedy musiała się wyprowadzić parę tysięcy kilometrów ode mnie nasz kontakt nie był już taki dobry. Miałam nadzieję ,że jak się spotkamy wszystko będzie jak zawszę. Dlaczego byłam na policji ? Hm.. bo mój "dom", moja "rodzina" to jedna wielka patologia.  Mój "ojciec" tak mnie pobił ,że trafiłam do szpitala i byłam w bardzo długiej śpiączce. W tym czasie opieka społeczna odebrała prawa moim "kochanym rodzicą" i dała jej Titi. Ojciec mnie pobił ,bo jego "kolega" się do mnie przystawiał a ja nie chciałam. To typowi pijacy nie chcę ich znać.

* * *
Obudziłam się kiedy usłyszałam jak kapitan mówi ,że zaraz będziemy lądować byłam szczęśliwa. Z tego co mi tłumaczyła Titi to muszę iść na przystanek autobusowy. Titi jest bardzo zapracowana i nie mogła wyjść z pracy aby mnie odebrać. Nie mam jej tego za złe ,dowiedziała się o tym bardzo późno. Dobrze ,że w ogóle się zgodziła mnie przygarnąć. Dobra idę na przystanek była tam pustka tylko ja i moje myśli. Kiedy autobus podjechał i mnie zabrał zasnęłam... oparta o szybę. Przystanek był z 60 metrów od domu w którym miałam zamieszkać. 

***
Mhm.. ale się dobrze mi spało. Kiedy wyszłam z autobusu było jakoś po 17. Szłam.. moją wskazówką było ,że dom mi się spodoba i ma numerek 9. Od razu go zauważyłam i mi się bardzo spodobał. Kiedy otwierałam bramkę zobaczyłam chłopaka. Był przystojny.. bardzo. Charakterystyczne były jego dwukolorowe oczy i.. białe włosy. Wyglądał zjawiskowo. Zauważył mnie od razu ale ja byłam przeciętną dziewczyną. Uśmiechnął się do mnie a ja nic sobie z tego nie zrobiłam. Miałam gdzieś chłopaków, niech się uśmiecha. Z daleka słyszałam jak się z kim kłóci, usłyszałam tylko "Kastiel ogarnij się, ona tobą manipuluję!".
Kiedy weszłam do domu od razu przywitał mnie ciepły glos cioci, kochałam ją. 
Titi: Cześć kochana, Le jak ci minęła podróż? -powiedziała z serdecznym uśmiechem na twarzy
Le (Lea): Ciociu... -podbiegłam do niej i z wielkim płaczem wtuliłam się.
Titi: No dobrze wypłacz się.. potem mi opowiesz wszystko.
Bardzo chciałam aby ona była moją mamą, jest cudowną osobą. Potem wskazała mi mój pokój, powiedziała ,że sama go projektowała. Był cudowny.. ma ona dobry gust. Wszystko pasowało idealnie. Titi zajmowała się architekturą.. pracowała głównie w domu. Pokój był w odcieniu miętowym, miał białe meble w stylu Skandynawski. Łóżko miało ramę metalową, była w kształcie serca a na niej były zawieszone lampki. Łóżko było wielgachne, miałam szafę w ścianie. Szafa miała trochę ubrań, ja miałam tylko 2 komplety ubrań. Rodzicie nie dbali o mój ubiór. Posiadałam własną łazienkę z prysznico-wanną. 
Le: Ciociu.. jest cudowny. -w oku zakręciła mi się łza, przytuliłam ją jak najmocniej potrafiłam.
Titi: Po pierwsze Titi, chyba nie jestem aż taka stara. -zaśmiałyśmy się obie.
Titi: Proszę, -podając mi wielki pakunek- myślę ,że Ci się spodoba. Tam jest jeszcze karta z gotówką. Jutro masz sobie wybrać ubrania.
Le: Dziękuję ! -otworzyłam pakunek- LAPTOP?! Ciociu znaczy.. Titi nie trzeba było.
Titi: Cieszę się ,że Tobie się podoba. Muszę Cię przeprosić ale idę dokończę kolację.
Wzięłam laptopa, wszystko było w nim zaintalowane. Byłam szczęśliwa... założyłam sobie FB. Przedtem miałam ale go usunęłam. Nie chcę mieć nic wspólnego z tamtym środowiskiem. Ustawiłam sobie profilowe i zdjęcie w tle. Dodałam Titi i poszłam się wykąpać.. wzięłam długa kąpiel aż usłyszałam głos Titi. Spięłam moje włosy w niedbały kok i założyłam na siebie piżamkę. Na kolacje było spaghetti, uwielbiam je <3 MNIAM ! Opowiedziałam Titi o całej Historii, pozmywałam naczynia i poszłam spać.

Tak wyglądał dom :)
Uwagi: Brak ludzi i brameczki z piłką :3
==========================================================

Myślę ,że rozdzialik się Wam podobał :) Wiem ,że mało ale.. o czym mam pisać w 1-szym rozdziale. Już w drugim będzie więcej. Jak będzie 1OOO wyświetleń dodam jak wyglądają bohaterowie :D

==========================================================

KOMENTUJCIE, PLOSĘ <3




piątek, 1 sierpnia 2014

Początek :D

Cześć ! :)
Stworzyłam tego bloga ,ponieważ lubię czytać tego typu opowiadania. W tym blogu skupię się na grze "Słodki Flirt". Bardzo mi się spodobała i stworzę moją historię z postaciami z tej gry. Wiem ,że dość dużo osób ją lubi ale te osoby które nie grały w nią albo nie podoba im się to niech się nie martwią bo ten blog jest związany z tą grą tylko postaciami i niektórymi sceniami ;) Proszę o komentowanie i obserwowanie mnie znaczy bloga xD

Całuję 

karmeLOVA <3